Przeszło, minęło…

Osiem miesięcy…tyle minęło od czasu ostatniego wpisu. Wstyd się przyznać, że nie było czasu, motywacji a może i ochoty aby bloga odwiedzać. A tymczasem już dawno po ślubie a już za 5 miesięcy będzie w naszej rodzince ktoś całkiem nowy ale bardzo oczekiwany. Zastanawiające jak wiele może się zmienić przez osiem miesięcy…można zakończyć pracę, wyjść za mąż, przeprowadzić się na drugi  koniec kraju, zajść w ciążę, obronić doktorat etc. etc… tak niewiele a tak wiele:) Pozdrawiam cieplutko i serdecznie…po raz kolejny mam zamiar być bardziej zdyscyplinowaną, bardziej systematyczną…bardziej…no wiecie;)

Opublikowano Codzienne, Weselnie | Otagowano , , | Skomentuj

Miało być zdjęcie…oto zdjęcie:)

DSC00045Działamy działamy…zaproszenia zrobione i już wędrują do szanownych gości, którzy powolutku potwierdzają przybycie…pewnie przykro będzie gdy zaczną odmawiać:/ Ale cóż i to trzeba znieść:)

Opublikowano Weselnie | Otagowano , , | Skomentuj

Mój lawendowy ślub…

lawendullaOd dziś będę dzielić się moimi pomysłami odnośnie zorganizowania lawendowego  ślubu i wesela. Mam zamiar samodzielnie zrobić winietki na stoły, zawieszki na alkohol oraz prezenty dla gości. Wszystko oczywiście z przeróżnymi akcentami lawendy, muszę nieskromnie przyznać, że pierwsze próbki moich działań spotkały się z dość dużym podziwem najbliższego otoczenia. Dodam tylko,że Mama, która jest moim największym fanem jest również największym krytykiem, w związku z powyższym raczej nie są to czcze komplementy. Zdjęcia sooon ;)

Opublikowano Codzienne, Miłość, Weselnie | Otagowano , | 1 komentarz

Przygotowania do ślubu półpełną parą…a tymczasem…

…czy z naszym ukochanym mężczyzną powinnyśmy dzielić się wszystkim bez wyjątku? Czy zatrzymywanie pewnych, maleńkich oczywiście sekrecików tylko dla siebie jest objawem braku szczerości w związku? Czy lepiej zostawić coś dla siebie jak powiedziała jedna babcia do swojej wnuczki :”Moja babcia często powtarzała mi: Nigdy nie mów mężczyźnie wszystkiego, dziecko – on i tak tego nie doceni, a będzie chciał więcej i więcej – i to ty będziesz zawsze tą złą. Gdy dasz mu wszystko, co ci zostanie? Musisz mieć swój kawałek siebie, jakiś mały sekret, choćby dotyczył tylko tego, jaką marmoladę lubisz najbardziej. Bo kiedy będzie naprawdę źle, będziesz mogła schować się z tą marmoladą i w jej smaku odnaleźć lekarstwo na twoje łzy”. Co jest taką moją „marmoladą” hmm pewnie kilka rzeczy by się znalazło…jak na ironię na przykład ten blog…mój G:* o nim nie wie,  i chyba dobrze, jak Go znam zaraz zażądałby bezwarunkowego wstępu, moderacji a gdybym się nie zgodziła byłoby mu przykro… Może jeśli to co zostawiamy dla siebie nie jest przeciwko Niemu to nie ma w tym nic złego… hmmm?

Opublikowano Miłość, Weselnie | Otagowano , , | 1 komentarz

Z małej chmury wielki deszcz

Tak to czasem bywa, że wystarczy najdrobniejsza sprzeczka, o zupełnie nieznaczącą rzecz aby wywołać całą lawinę pretensji i wzajemnych żalów. Eh jak ja tego nie znoszę…frustracja zmieszana z wściekłością potęguję objawy i tak już kłopotliwej grypy…jakaś dziwna mieszanka słabości, gorączki i bliżej nieokreślonych problemów żołądkowych. Całe szczęście, że te ostatnie nie występują w najgorszym możliwym kontekście. Objawiają się tylko i aż w okropnym bólu brzucha i braku apetytu. No więc wracając, pokłóciłam się z moją Miłością, z moim przyszłym mężem…co prawda niby załagodziłam na koniec…nazwałam go cytuje „śmierdzącym tchórzem”…ostro wiem, ale nie znoszę u ludzi, szczególnie mi bliskich nieumiejętności mówienia otwarcie o tym co mu się nie podoba, z czym w przestrzeni publicznej się nie zgadza. Konkretnie chodzi o modną ostatnio sprawę pewnego piwa kontra kiepskiej jakości bokser ubóstwiający środowiska LGBT. Mojemu wystarczy milczący sprzeciw a ja chciałabym wykrzyczeć go na dachach domów…ja ja ja… :cry: :-?

Opublikowano Codzienne, Miłość | Otagowano | 4 komentarzy

Pieprzyk…tylko i aż

Moja dobra rada, nigdy przenigdy gdy czekacie na wynik badania histopatologicznego nie udawajcie się po pomoc czy rade do wujka Google czy cioci Wikipedii, a już wszelkiego rodzaju for internetowych unikajcie w takich sytuacjach jak ognia. Dobrze radzę bo to co właśnie przeżywam nie jest sytuacją do pozazdroszczenia…otóż poszłam na wizytę kontrolną po zabiegu usunięcia gruczolaka – włókniaka sprzed ośmiu miesięcy…dzięki Bogu wszystko jest ok ale zachciało mi się zapytać mojej pani chirurg – onkolog o pieprzyka, który dzielnie nosiłam na brzuchu, w bliskim sąsiedztwie pępka przez nieomal całe moje życie (właściwie nie pamiętam abym go nie miała kiedykolwiek) Pani doktor niewiele myśląc zadecydowała, że nie ma na co czekać, bo pieprzyk niebezpiecznie „odstaje”, dodatkowo jest nieustannie narażony na obcieranie, więc trzeba ciąć. Jak powiedziała tak też uczyniła za sumę wielką jak dla mnie a zapewne niewielką jak na tej klasy specjalistę, zostałam znieczulona (miejscowo) i pozbawiona aliena. Ulga jest owszem, teraz czekam na zdjęcie szwów, usilnie próbuję plasterka nie zamoczyć, co nie jest łatwe przy wieczornej toalecie. Wszystko byłoby ok gdyby mnie dziś nie podkusiło coś i nie trafiłabym na forum Wizaż poświęcone …CZERNIAKOWI…już sama nazwa brzmi jak wyrok śmierci. Teraz pozostaje mi odliczać dni…jeszcze jakieś 9/ 10 aż wszystko będzie wiadomo…phi wszystko nie jest tutaj adekwatnym słowem, w końcu na forum dowiedziałam się(!), że przecież lekarz czy laborant też człowiek i pewne rzeczy może przeoczyć…razem z forumowiczkami opłakałam śmierć Basi, której właśnie przeoczono czerniaka…za tę pomyłkę ona zapłaciła cenę najwyższą…:(

Opublikowano Codzienne | Otagowano , , , , | 3 komentarzy

Dzień za dniem

Życie plącze się w tak przedziwny sposób,że nawet ja nie potrafię tego skomentować…

Opublikowano Weselnie | Skomentuj

Przychodzi student do dziekanatu czyli nihil novi

„Przychodzi baba do lekarza ze studentem w d****. A lekarz na to: o witam panią a dziekanatu”:) Zabawne? Tak bardzo. Pod warunkiem, że nie jest się akurat takim studentem:/ Niestety jako, że ja wciąż jestem i na razie nie zanosi się abym miała przestać być już się z takich „jokeów” nie śmieję. Kwestią nie cierpiącą zwłoki w moim dziekanacie jest aktualnie stypendialna „kołomyja”. Studenci czegoś chcą, mianowicie pieniędzy, w końcu im się należą, a dziekanat też chce tylko…nie dać. A krzywo uśmiechnięta pani z dziekanatu chciałaby zapewne złapać tęgą szczotę i jednym zamachem pozbyć się natrętów. I cóż biedny student ma zrobić z takim impasem…czekać powiecie. Czekać pod dziekanatem, rozbić namiot, karimatkę przynieść…może dziekan z pokoju obok herbatkę przyniesie. Eh czyż taka okupacja przyniesie korzyść większą niż odleżyny na ciele, w końcu uczelniane marmury to nie najlepsze miejsce na relaksujący sen. I cóż czeka rzeczony student już 1,2, 3…miesiące, a w dziekanacie… każą czekać. Cierpliwość jest cnotą powiadacie…tak tylko największa cnota straci cierpliwość gdy trzeba opłacić rachunki, a nawał uczelnianych obowiązków oraz wisząca nad głową niczym czarne widmo PRACA DOKTORSKA nie pozwala rozglądnąć się bodajże za kawałkiem jakiejkolwiek pracy. Eh gdyby chociaż taki biedny student miał pewność, że Ci wielcy na górze się nad nim zlitują i otworzą przepastne worki z ministerialnymi pieniążkami (które przecież cierpliwie muszą leżakować na uczelnianych kontach w końcu procent rośnie, a uczelnia nie wielbłąd pić musi), gdyby wiedział, że jego trudy, artykuły, konferencje, wyjazdy, biblioteki, fiszki etc. etc że to wszystko się opłaca może miałby większą radość z tego życia…a tak dzień za dniem i nihil novi…

Opublikowano Codzienne | Otagowano , , , | 2 komentarzy

Ku przestrodze…?

Chcę spróbować, nie oglądać się na innych, choć wiem, że to nie będzie łatwe, w tej walce o nas jestem poniekąd samotna gdyż z moim Ukochanym mamy nieco inne zdanie na pewne kwestie. Chcę się przekonać, że jestem dla niego ważna…najważniejsza. Może ktoś pomyśli, ze trywializuję to słowo, ale obserwuję dramat koleżanki, która swego czasu nie postawiła twardej granicy i teraz jest na skraju załamania psychicznego. Pamiętam  jak bardzo zakochany w niej był jej ówczesny chłopak teraz mąż, jak długo o nią walczył. Patrzyłam na nich z podziwem i…zazdrością czego przed moją koleżanką wówczas nie ukrywałam, razem  śmiałyśmy się, że trafił jej się facet idealny. Troskliwy, zaradny, roztropny, spokojny, wyważony etc etc…mogłabym tak wymieniać…cóż się stało, ze ten jak się wydawało wyśniony ideał dosięgnął bruku? No cóż jedna odpowiedź MAMUSIA. Mamusia, która długie lata przygotowywała synka do roli usłużnego maminsynka, po ślubie nie zechciała wypuścić go z rąk. Dziś niszczy życie synowej, mieszając ją z błotem przy każdej okazji ale nie nie robi tego w otwartej walce, subtelnie, nie znając umiaru wchodzi, a właściwie niczym wąż wślizguje się między moją koleżankę i jej męża. Dodatkowo opowiada o niej niestworzone historie wszystkim krewnym i przyjaciołom królika. Przyjaciele donoszą mojej biednej i  tak już udręczonej koleżance o kłamstwach i wyolbrzymionych historiach, które z podziwu godną zaciętością „tworzy” zacna teściówka. Wiem, że moja koleżanka nie chciałaby tego wszystkiego słuchać, a jeśli już to chciałaby aby jej mąż stanął w jej obronie, postawił swojej matce twarde, nieprzekraczalne granice…niestety nie robi tego i nic nie zapowiada się aby miał zrobić. Swój brak reakcji tłumaczy sytuacją mieszkaniową…teksty w stylu „no wiesz dopóki mieszkamy z nimi (rodzicami) musimy to znosić, jesteśmy od nich zależni etc. etc.” moja koleżanka zna już na pamięć. Nie radzę jej nic, nie podpowiadam zbyt wiele poza cierpliwą i spokojną ale stanowczą rozmową z mężem. Ona sama wpadła na pomysł aby powiedzieć „wóz albo przewóz”, mamusia albo ja. Jak bardzo boli ją widok niezjedzonego obiadu, który dzień wcześniej przygotowywała do późnych godzin nocnych…bo mąż jadł u mamusi „bo było ciepłe”:/ Można by tę historię ciągnąć długo. Zapewne znając te fakty muszę być szalona, a może wygrywam nieoficjalny plebiscyt na naiwniarę roku, być może, a może mimo wszystko dostrzegam pewne różnice. A może naszą szansę dostrzegam w mieszkaniu w innym mieście? Moja koleżanka z mężem z tej szansy nie skorzystali. On jej „wytłumaczył”, że jego mama jest dobra i będzie im się lepiej i taniej mieszkało z rodzicami dopóki nie zbudują swojego gniazdka…na pewno miał dobre chęci i może tak było było gdyby…to i gdyby tamto ale przecież…nie gra się o własny los kostkami hipotezy…

Opublikowano Codzienne, Miłość | Otagowano , , , | Skomentuj

Niepoprawna marzycielka…

Kiedy ktoś Cię opuści, poza tym, że tęsknisz, poza tym, że rozpada się cały ten mały świat, który razem stworzyliście, i że wszystko co widzisz albo robisz przypomina Ci o tej osobie, najgorsza jest myśl, że była to próba jakości i teraz wszystkie części, z których się składasz, noszą stempel ODRZUT przystawiony przez kogoś, kogo kochasz…

Niedobrze jest tęsknić, nie mogąc skupić się na niczym konstruktywnym, na niczym co pozwoliło by zapomnieć o nim…jedyna myśl, która pociesza to ta, że z czasem to minie, za miesiąc lub dwa, za rok to na pewno uczucie będzie inne, pozostanie jedynie świadomość jakże bolesna, zmarnowanego czasu, tych lat, które jak się okazało  donikąd nie prowadziły, tak! zmarnowany czas, lata podczas których miało się wiele planów i nic z tego nie wyszło…

Jednak obok wszechogarniającej tęsknoty, która podpowiada, że nic z tego nie będzie pojawia się nadzieja, że może jednak uda się nam osiągnąć porozumienie i znów będzie tak jak dawniej albo nawet lepiej, że uda nam się założyć szczęsliwą rodzinę, niepozbawioną drobnych konfliktów ale taką, w której najważniejsze będzie dobro wspólne, a nie partykularne interesy jednostki, a trudy tych dni pozostaną nikłym wspomnieniem…

Opublikowano Codzienne | Skomentuj